poniedziałek, 11 maja 2015

Zapomniane rzemiosło w Regulicach.

                                                                            





      Stowarzyszenie Przyjaciół Regulic i Nieporazu, zorganizowało w ten weekend, super warsztaty, zapomnianych rzemiosł naszych przodków.
Zorganizowało również konkurs, w którym wygrałam nagrodę pocieszenia, uwiecznioną na fotce wyżej. :)
Główną nagrodą był Magiczny Garnek.:)
W którym piecze się w tych rejonach , ziemniaczki.
Tradycyjną regionalną potrawę zwaną " Ziemniaki po cabańsku ".
 Taki poprzednik grilla, czy tez innych biesiadnych potraw.
Ów garnek nawet posiadam, mający już swoją historię, tyle, że ...  pęknięty.

    Sama impreza, była rewelacyjnie  przygotowana.
Stowarzyszenie to, jak dało się za obserwować, to bardzo pozytywnie zakręcone Osoby, które robią Coś z pasją, dla swojego regionu.
   Przyjęta byłam niezwykle ciepło, gościnnie i życzliwie.
Panie przygotowywały przy nas, regionalne potrawy do poczęstunku. Gotowały, piekły, w prawdziwym kuchennym kaflowym piecu, który trudno dzisiaj już zobaczyć, w całej okolicy.


                                                                                    




                                                                                 

                                 A tu chlebek, w trakcie pieczenia.
Przygotowywane było wiele regionalnych potraw , również na dzień następny.
Atmosfera iście domowa, ciepło bijące od ludzi, jak i pieca, sprawiało, że chciało się tam być, jak najdłużej.


  Warsztaty były zorganizowane w Ekomuzeum Garncarstwa w Regulicach.
 Gmina Alwernia, tak , tak, to ta Alwernia, z której pochodzi  ... Pan Kiepski.  :)))
Przepraszam Pan Andrzej Grabowski, znany aktor, pochodzi z tych małopolskich stron.

        Przy okazji można było obejrzeć eksponaty, czyli przedmioty użytkowe. Które były przeznaczone do codziennego użytku, oraz w zależności, Kto jaki zawód posiadał.

      W jednej z izb, wisi wspaniały kuty drogowskaz...
Który wskazuje miejsce, skąd ... pochodzą moje korzenie. :)
Ale Kto ciekawy, zapraszam do Ekomuzeum. :)

  Poza drogowskazem, co mogło rzucić się w oko  dziewiarce ...:)

                                                                         




                                                Oczywiście kołowrotek .

         Widać tak prezentowały się modele, w tej okolicy.
Obejrzeć można było również urządzenie zwane Cierlicą. Służące do międlenia lnu.
Miało ona na celu pokruszyć, usunąć osłonki łodyg.

                                                                              

                                                          Cierlica

  Z dziewiarskich gadżetów,  był jeszcze grzebień do wyczesywania lnu.

                                                                           



     Jeszcze wpadła mi w oko Maślnica z napędem korbowym. :)
Czyli w tym rejonie był jakiś, większy, postęp techniczny.:)

                                                                              

      Dużo było ciekawostek,  na pewno warto przy okazji zobaczyć, czy zaplanować sobie w ten  rejon,   wycieczkę.

          Zauroczyły mnie hafty tutejszego, przepięknego stroju  ludowego.

                                                                           


                                                                                 




                                                                                 

     Miło i owocne spędziłam czas, poznając nieco bliżej  rzemiosło, zwane garncarstwem.
Pan Matyasik Stanisław, wraz z żoną, pokazywali i opowiadali, co wiedzą, o ginącym już niemal na zawsze, zawodzie.
Na prostym , wiekowym już, Kole garncarskim, udało mu się w mig, wykonać kilka dużych naczyń, które pozostaną na pamiątkę tego wydarzenia, w tym muzeum.

                                                                      




                                                                              




                                                                               




                                                                                




  Potem dzieci , które przyjechały ochoczo przystąpiły do pracy, lepiąc przeróżne naczynka.

     W tym czasie, wraz artystą, rzeźbiarzem, Panem Władysławem Tomczykiem, udało mi się wykonać, małą płasko rzeźbę.

                                                                           

 Na miejscu również można było podziwiać jego dzieła.
Człowiek niezmiernie życzliwy i cierpliwy.
Została mi, taka pamiątka po tym spotkaniu.

   Można było nauczyć się haftować, szydełkować, czy też poopowiadać sobie co i jak, w tej dziedzinie.
W której jestem akurat trochę obeznana. Ale zaskoczył mnie wielkością aniołek, wykonany przez Panią Marię Kucię. Był...  dwu centymetrowy. :)


                                                                                




     Ciepła rodzinna atmosfera, ludzie opowiadający z pasją o swoich tradycjach regionalnych.
A przy tym ich własny wkład, wszystko robione z sercem, dla nas przybyłych.
Naprawdę widać były ich starania.

     Z ciekawostek rzemieślniczych, tych terenów, muszę nadmienić fakt, że mój pradziadek, wykonywał skrzypce. Niestety nie została zachowana, żadna pamiątka.

Przy tym niezmiernie piękna, malownicza, cicha okolica, sprawiły, że do domu, nie chciało się wracać.
  Żal było odjeżdżać.

       Po drodze zahaczyłam jeszcze o źródełko.
Teren wokół niego był bardzo czysty i zadbany.
                                                                        

   W ogóle cała miejscowość, zawsze zadbana i czysta, obsadzona kwiatkami.
Przejeżdżałam tamtędy nie raz , dlatego tym bardziej kusiło mnie, aby zobaczyć nieco więcej.
 Na pewno powrócę, w te strony. Myślę, że może na... rowerze, aby móc poznać lepiej teren, roślinność. By móc nieco odpocząć od zgiełku, miejsca w którym mieszkam.