czwartek, 11 lipca 2013

Chyba mam dość...

                                                                              






                   Podczas gdy większość z Nas wypina się do słonka, ja zmagam się z kolejnymi, przeciwnościami losu...

     Za jeden, dość duży problem. Pragnę ogromnie podziękować ,
 Elenie z bloga   Crazywool. Kobietka bardzo mi pomogła.
Jeszcze raz  bardzo, bardzo dziękuję.

  

                                                                               

 

          Po drodze, 3 czerwca, napotkała nas powódź, na szczęście strat nie było dużych.
Całą noc ratowałam dobytek...
  Ze strony ludzi były , dziwne zachowania. Ci których nie zalewało, kręcili się , kręcąc filmy.
 Relacjonując na żywo, swoim znajomym, co się dzieje. Nikt nic nie pomagał, nic nie doradził.
 Mało tego, byli tacy, których zalewało... ale nawet z domu nie wyszli. Bo jak potem mówili... patrzyli przez okno...
  Nie wiem, chyba ludzie się wynaturzają...
Mojego Pana z łóżka wyrwałam, bo jakby mało było kłopotów, do tego jeszcze coś go strzeliło poważnie w kręgosłupie. Z czym zmaga się do dziś...

    Po super cyfryzacji, telewizji już chyba spokojnie nie zobaczę.
 Cały czas są poważne zakłócenia...

Z internetem, miałam również przeboje...
  W brew prawu jeden operator, instaluje taki sprzęt, dzięki  któremu, nie mają przepustowości inni.
I tak po reklamacji, odcięli mi internet, bez wcześniejszego uprzedzenia... tydzień wcześniej.
  Niby da się żyć... ale akurat potrzebowałam kontaktów do lekarzy, czy przychodni..

  Następnie, poważnie nawalił nam samochód.
 Po naprawie, za parę dni, rozsypał mi się klucz w ręce.
Oczywiście byłam w terenie...

 Zgubiłam złoty łańcuszek z zawieszką...
Ale tu stał się niemal cud.
Wracając ze szpitala, w dzień, w którym był największy upał tego roku.
W pewnym momencie zauważyłam, że nic nie mam na szyi.
Przeleciało mi przez myśl, chyba miałam łańcuszek...
 Ale nie funkcjonuję normalnie, ze stresu ,często już nie wiem co robię, myślę, może jednak, go nie zakładałam.
Coś nie dawało mi jednak spokoju.
 Po drodze, mój Pan miał zachcianki, .... do hipermarketu, chciał na lody. Kazałam mu jechać, w końcu do domu. Porozglądałam się po domu... nie ma.
Chwyciłam za klucz i pojechałam z powrotem, skąd przyjechałam,  te 40 km...
  Na miejscu przeżyłam szok, w środku ogromnego miasta, w tak ciepły wieczór, gdzie kręciła się ogromna ilość ludzi, odnalazłam najpierw zawieszkę.
Potem jak już byłam pewna, że po łańcuszku...
Ten spokojnie sobie leżał między źdźbłami traw na małym trawniku. Jest cieniutki, wieczorem był już ledwie dostrzegalny..
  Po prostu... odpiął się.

    Tych różnych przeciwności było o wiele więcej, niektóre o wiele gorsze,  chyba o wiele za dużo jak na jeden miesiąc...

      Cieszę się jak nikt inny, iż czerwiec skończył się bezpowrotnie...
 Choć główny  problem nadal mam, na który już sił mi brak...

W tym wszystkim, jednak, można było liczyć na ludzi, którym jestem ogromnie wdzięczna.

    Nie wiele przez ten czas zrobiłam...

      Powstał tzw. zamotek. z  resztek, włóczki, z której była poprzednia bluzeczka.
Chwyciłam, za laleczkę dziewiarską, która leżała... a potrzebowałam jakiejś głupawki, aby zając czymś ręce.
Wyszło takie coś...

                                                                             


                      
                                                                                 


                                                                                 

1 komentarz:

  1. Przytulam...bardzo mocno przytulam! Umknęły mi Twoje wpisy...

    OdpowiedzUsuń