środa, 23 listopada 2011

Już po rybkach...


                                          ASTER NOWOANGIELSKI
                                                  zwany Marcinkiem


          Czyli tak jak w tytule, będzie już prawie tydzień... po konsumpcji.

Sama nie wiem co o tym myśleć...niby tradycja.
Kilka dni, tradycja, czy też dwie tradycje, pływały sobie wpław w mojej wannie.                                                  

                                                                 
Okazuje się, że takie rybki bezpośrednio ze stawu, są w zupełnie, innej formie, niż te kupne, na święta.
Ba nawet ta większa, chyba myślała, że jest delfinem i jednego dnia robiła jakieś salta na posadzkę..
.Zdałam sobie sprawę, że takiej, żywej, ryby nigdy nie dotykałam, a co dopiero łapać , w łazience.
Nie odbyło się to spokojnie, bo na ratunek zaraz odezwały się nasze koszatniczki.Chociaż były w zupełnie innym , oddalonym pomieszczeniu.
 Alarm był w całym domu.
   Mąż przyniósł je, gdyż wyschnął staw.
Z takiej przyczyny było niemal jak w święta.

Świąteczny szykuje się również piernik, który od soboty, spokojnie sobie dojrzewa. Przepis podała na swoim blogu Aganiok.



   Wracając jeszcze do zwierząt, to co mnie nie dawno spotkało w ogródku, przerosło moją wyobraźnię.
Podczas prac ogrodowych, rzuciła się na mnie...


Wyraźnie szukała nowej pani.
Mało tego, jak chciałam ją delikatnie strzepnąć, to wyskoczyła, po nogawce do góry.
 Że przyznam ,jak się nie boję , to ta, mnie nieco wystraszyła...
                                                                 
                                                             
                 A tak to wykonałam konstrukcję spódnicy  :





         Uszyłam spódnicę, a właściwie całą przeszyłam, z gotowej, o całkiem innym fasonie. Dlatego, między innymi, jest szew z przodu.
Gdyż potrzebna była prosta, elegancka spódniczka ... do wyższych celów.:)



                                                           Przód


                                                               
                                                             Tył

Z tyłem musiałam po kombinować , z braku materiału aby odszyć rozcięcie. Wyszło bardzo dobrze, z czego się cieszę.
                                                             

  Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.:)

5 komentarzy:

  1. No karpie w listopadzie i Ty się dziwisz że uciekały z wanny pewnie wiedziały że mają jeszcze miesiąc życia przedsobą:)
    Co zrobiłasz tą cudną myszką? Mam takie w Oslo wiem nawet gdzie jest ich norka za śmietnikiem. Niestety jedna skończyła żywot w paszczy kota. Cudna jest może by się zaprzyjaźniła z koszami?
    Spódnia bardzo profesjonalnie uszyta.
    Jak ja tęsknię zamaszyną do szycia to szok.
    Pozdrawiam Lacrima

    OdpowiedzUsuń
  2. Myszka sobie uciekła.:)
    Prawdopodobnie było ich więcej, gdyż sąsiadka pomieszczenie,gospodarskie, remontowała. A do tego w okolicy spaliła sie taka szopka, w której, hodowno zwierzęta, tam zapewne urzędowały.
    Niestety nie mogę myśleć, o adopcji, do klatki koszy. One nawzajem tolerują się bo muszą. Raczej więcej widać scen, małżeńskich.
    Kłócą sie o byle co.
    Myszka byłaby przy nich biedna.
    Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ci dobrze, że lubisz sie z maszyną:) fajna spódnica:)))u mnie myszki nie maja szans Miśka czuwa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy post!!!Też bym się wystraszyła jakby coś na mnie skoczyło!!!!Bardzo fajna elegancka spódnica!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje karpie przypominają,że zamiast siedziec przed kompem powinnam działac zdobniczo,bo święta tuż tuż:)))

    OdpowiedzUsuń