sobota, 31 grudnia 2011

Najwspanialszego 2012!!!

Obrazek


  


  Bardzo dużo miłości,
mało w życiu trudności,
dużo bąbelków w szampanie.
Kogoś Kto zrobi śniadanie,
na każdym kroku

          Szczęścia w NOWYM 2012 ROKU !!!


Aurelia



SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU W RÓŻNYCH JĘZYKACH


po Angielsku ... Happy New Year
po Arabsku ... سنة ميلادية مباركة (sanatun miilaadiyyatun mubaarakatun)
po Baskijsku ... Urte Berri On
po Bułgarsku ... Щастлива Нова Година (Shtastliva Nova Godina)
po Chińsku (tradycyjny) ... 新年快樂
po Chińsku (uproszczony, wymowa mandaryńska) ... 新年快乐 ( xin nian kuai le)
po Chorwacku ... Sretna Nova Godina
po Czesku ... Šťastný Nový rok
po Duńsku ... Godt nytår
w Esperanto ... Bonan Novjaron
po Filipińsku ... Manigong Bagong Taon
po Fińsku ... Onnellista Uutta Vuotta
po Francusku ... Bonne Année
po Grecku ... Καλή Χρονιά (Kalí Chroniá) lub Χρόνια Πολλά (Chrónia Pollá)
po Hebrajsku ... שנה טובה (shana tova)
po Hiszpańsku ... Feliz año nuevo
po Indonezyjsku ... Selamat Tahun Baru
po Islandzku ... Forsælt Komadi ár
po Japońsku ... 明けましておめでとうございます
po Katalońsku ... Bon any nou
po Koreańsku ... 새해 복 많이 받으세요 (sae-hae bok ma-ni ba-deu-se-yo)
po Litewsku ... Laimingų Naujųjų Metų
po Łacinie ... Felix sit annus novus
po Łotewsku ... Laimīgu Jauno Gadu
po Malajsku ... Selamat Tahun Baru
po Niemiecku ... Glückliches Neues Jahr
po Norwesku ... Godt nyttår!
po Persku ... سال نو مبارک ( Saale no mobarak )
PO POLSKU... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
po Portugalsku ... Bom ano novo lub Feliz ano novo
po Rosyjsku ... Счастливого Нового Года lub С Новым Годом
po Rumuńsku ... La mulţi ani
po Serbsku ... Срећна Нова година (Srećna Nova godina)
w Suahili ... Heri Ya Mwaka Mpya
po Szwedzku ... Gott nytt år
w Urdu ... نيا سال مبارک (Naya Saal Mub\'arak)
po Walijsku ... Blwyddyn Newydd Dda
po Węgiersku ... Boldog Újévet
po Wietnamsku ... Chúc Mừng Năm Mới
po Włosku ... Buon Anno lub Felice Anno Nuovo
Wyspy Owcze ... Eydnurikt nyggjár





                              



                                                      

piątek, 23 grudnia 2011

HEJ KOLĘDA, KOLĘDA :)



W grudniowe noce, w zimowe noce,
Dzieciątko Boże z zimna dygoce.
Idzie przez pola pokryte szronem,
wiatr Mu wydzwania piosnki znajome.
Ref. Hej kolęda, kolęda, hej kolędy to czas.
Kto ogrzeje rączęta, kto schronienie Mu da?

2. Tyle tych domów i okien tyle,
może Go schronią choćby przez chwilę,
może przygarną do serca ludzie,
może nakarmią, nim dalej pójdzie?

3. Świeczki się jarzą w świerkach zielonych
i złote gwiazdy wieńczą korony,
bo zewsząd dzwoni kolęda święta,
lecz o Nim, o Nim nikt nie pamięta.




                           PEŁNYCH RADOŚCI, POKOJU
                                       I SZCZĘŚCIA 

                              ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA       

Z całego serca życzę wszystkim Blogowiczkom.

   Aurelia                                        

środa, 21 grudnia 2011

Nie do opisania...


                                             Grudnik Szlumbergera

  Nie do opisania jest, smak oraz zapach, upieczonych pierniczków, pierników, powstałych, z pokazanego już ciasta.   












               
 
       Tu jeszcze rzut obiektywem, na coś z świątecznych zapasów,
których za moment... ubędzie.:)                 


Gorąco Wszystkich pozdrawiam,  w tym świątecznym, ferworze    :)                                                                                       

środa, 23 listopada 2011

Już po rybkach...


                                          ASTER NOWOANGIELSKI
                                                  zwany Marcinkiem


          Czyli tak jak w tytule, będzie już prawie tydzień... po konsumpcji.

Sama nie wiem co o tym myśleć...niby tradycja.
Kilka dni, tradycja, czy też dwie tradycje, pływały sobie wpław w mojej wannie.                                                  

                                                                 
Okazuje się, że takie rybki bezpośrednio ze stawu, są w zupełnie, innej formie, niż te kupne, na święta.
Ba nawet ta większa, chyba myślała, że jest delfinem i jednego dnia robiła jakieś salta na posadzkę..
.Zdałam sobie sprawę, że takiej, żywej, ryby nigdy nie dotykałam, a co dopiero łapać , w łazience.
Nie odbyło się to spokojnie, bo na ratunek zaraz odezwały się nasze koszatniczki.Chociaż były w zupełnie innym , oddalonym pomieszczeniu.
 Alarm był w całym domu.
   Mąż przyniósł je, gdyż wyschnął staw.
Z takiej przyczyny było niemal jak w święta.

Świąteczny szykuje się również piernik, który od soboty, spokojnie sobie dojrzewa. Przepis podała na swoim blogu Aganiok.



   Wracając jeszcze do zwierząt, to co mnie nie dawno spotkało w ogródku, przerosło moją wyobraźnię.
Podczas prac ogrodowych, rzuciła się na mnie...


Wyraźnie szukała nowej pani.
Mało tego, jak chciałam ją delikatnie strzepnąć, to wyskoczyła, po nogawce do góry.
 Że przyznam ,jak się nie boję , to ta, mnie nieco wystraszyła...
                                                                 
                                                             
                 A tak to wykonałam konstrukcję spódnicy  :





         Uszyłam spódnicę, a właściwie całą przeszyłam, z gotowej, o całkiem innym fasonie. Dlatego, między innymi, jest szew z przodu.
Gdyż potrzebna była prosta, elegancka spódniczka ... do wyższych celów.:)



                                                           Przód


                                                               
                                                             Tył

Z tyłem musiałam po kombinować , z braku materiału aby odszyć rozcięcie. Wyszło bardzo dobrze, z czego się cieszę.
                                                             

  Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.:)

sobota, 12 listopada 2011

Liściopad

                           
                                             Cykoria podróżnik                       


         Zażółciło się w koło, od przepięknych złotych liści :)))
Liści miłorzębów, wykonanych przez nasze koleżanki blogowe.
Takie liście mam i ja. Zrobiłam je już we wrześniu, ale jakoś z wpisami na bloga jest mi, ostatnio, nie po drodze.
                                                       









        Nitka to czysta bawełna,  stąd może lekkie zagniecenia, była już wrzucona dość głęboko na półkę. Jest to chusta, raczej z tych letnich.

Miała już wykonane parę sesji zdjęciowych...ale kolor był bardzo daleki, od prawdziwego. Teraz udało mi się go lepiej uchwycić.:)



       Ps . Oczywiście soczki z pigwy, dawno  w zimowej spiżarce.
 Muszę przyznać, iż smak ma wyśmienity. Taki cytrynowy.

    Robiłam doświadczenie, z pasteryzacją w piekarnku.
Przy słabszej temperaturze słoiczki nie chciały się domknąć. Dopiero, przy ok. 170 stopniach. Ale tu już sok zmienił barwę.
Myślę, że tak wysoka temperatura również  wytrąciła witaminy.
Wogóle te małe słoiczki,  po koncentratach pomidorowych, okazały sie dość problematyczne, jeśli chodzi o pasteryzację. Nie wiem dlaczego.



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

CYKORIA PODRÓŻNIK


    Roślinka ta , jest jakby moim żywym pamiętnikiem. Myślę, iż różne kwiaty przywołują nam na myśl, różne wspomnienia.
Taką moją rośliną,  jest właśnie cykoria.
Która, bardziej, niż inne polne kwiatki, przypomina mi harce, zabawy, z okresu dzieciństwa.
Ponieważ teraz, w moim pobliżu , nie ma jej za wiele, dlatego, tym bardziej ucieszył mnie ten piękny jesienny okaz, którego uchwyciłam.

     Jest rośliną wieloletnią, rosnącą głównie, na nieużytkach, pastwiskach,oraz przydrożach.
Kwiaty otwierają się ok. 6 rano, aby zamknąć około południa.
W deszczowe,  pochmurne dni,  pozostaja zamknięte.
Ponieważ barwnik płatków rozpuszczalny jest w wodzie, dlatego też, niekiedy napotykamy je mocno wypłowiałe.

Zaraz po wojnie, kłącza traktowano jako warzywo, a zmielone traktowno jak kawę. Kawę zbożową.

Odmiany cykori jadalnej , to gatunki uprawne tego gatunku, które spożywamy jako sałatę.

                                                          

niedziela, 18 września 2011

Babie... lato :)))


Przepraszam, chyba powinno być to:



Jak  się już można domyślić , owe wiosenne, kwiecie to nic innego jak kwitnąca pigwa. pigwa ,a nie pigwowiec.
Pigwa to jak piszą w Wikipedii, niewielkie drzewko, ok. 5m. wysokości.
Kwitnie wiosną tak jak na fotce.
A pigwowiec to krzew kwitnie wiosna na pomarańczowo. Posiada również owoce wykorzystywane, na nalewki syropy itp.
Ja jednak jestem zainteresowana owocami pigwy, które sobie rosną, na moim drzewie.
Zastanawiam się, kiedy można z nich, zrobić sok, chodzi mi o taki leczniczy ?
Słyszałam, że ma sporo witaminy c i jest niezwykle zdrowy.

Tylko nie mam pojęcia, kiedy zrobić ów sok ?
Może Któraś  z Was, ma jakieś ,w tej dziedzinie doświadczenie , byłabym bardzo wdzięczna.
                                                              

Nie przepadam za pająkami, choć takie sieci są niezwykle urokliwe...

Swoją pierwszą sieć, zrobiłam jeszcze wiosną, ale nie miałam kiedy, ją tu pokazać.
                                                           

                                                                  

Wzór to Seas Shawl, robiony niezwykle jak dla mnie cieniutką nitką, o pięknej nazwie, Alpaca T/25 Ispe.
Kolor wyszedł niezwykle przekłamany, gdyż jest to tak zwany sarni brąz.
A zawsze myślałam, że to czerwienie są , nie do uchwycenia.
                                                                

czwartek, 1 września 2011

Szkolne wspomnienia


Wakacje minęły...jak jeden dzień.

Dziś  1 września , dzień, którego , przez ostatnie lata nie cierpię.



  A teraz troszkę wspomnień...




           Ta ekierka towarzyszyła mi od pierwszych klas, szkoły podstawowej.     



                 Takie zeszyty,chyba dość dobrze pamiętamy...                                      


                                                                

     A takie przedmioty otaczały nasze babcie:


                                                               
                                                             
                                                             

                                                              

sobota, 27 sierpnia 2011

Na przekór przeciwnościom...


Może ten post wreszcie coś odmieni, podczas, gdy wszystkie sprzęty odmawiają posłuszeństwa.
Jak widać na fotce, w czasie deszczu, podczas wakacji, moje dziecko, wcale się nie nudziło...
- na fotce , uwiecznione są jej dłonie.


 A Właścicielkę instrumentu, bardzo przepraszam, nie przypuszczałam, że w czasie wakacji, instrument,wpadnie w łapki zwierząt...    :)))                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      



Aby może odgonić wszystkie przeciwności losu... wstawiłam ten utwór.

Którym Niektórzy przez całe lato, mnie prześladują.

 


Gorąco Wszystkich pozdrawiam.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Cd. Tym razem na wesoło.:)))

 Milin amerykański
          
   Podczas dalszej części wyjazdu, zapragnęliśmy zobaczyć Świnoujście.
 Ale aby tam się dostać,  trzeba było przepłynąć. O czym człek mieszkający na południu kraju, nie wiedział, gdyż tak szczegółowo nie znałam mapy, ani realiów życia, ludzi, tam mieszkających. Promy są dwa, jeden dla tubylców, drugi dla reszty. Na tym dla tubylców,reszcie można przepłynąć , jedynie w weekend.
                                         

Tak wygląda wjazd na prom, na który stoi się nawet TRZY godziny.
Z powrotem czeka się krócej. Zapewne jest to zróżnicowane co do godzin.
Ale to, przegięcie na maksa, współczułam tym co byli z małymi dziećmi.

Po Świnoujściu pokręciliśmy się troszkę aby nieco miasto zobaczyć.
ale nic szczególnego nie widziałam ,prócz... kwiatka, który stał się w moim posiadaniu, za niewielką cenę. A do tego przypominać mi będzie w czasie kwitnienia, troszkę dzika.:)
Tak odbyło się pierwsze spotkanie z tym stworzeniem, mój Mąż zawołał do mnie gdy szliśmy zobaczyć, przystań nad Zalewem: "zobacz jakie piękne kwiatki"...oczywiście już chciałam sobie pobiegnąć, na ten nieużytek nazbierać pachnącego groszku, jak mi się wtedy wydawało, gdy mój Pan mi mówi, popatrz na dół, kwiaty rosły na niewielkim wzniesieniu, na dole, był dorodny młody dzik.  Kwiatki były w tym samym kolorze, co mój imieninowy storczyk.
                       
                                             
                                           Dendrobium  Phalaenopsis

W Świnoujściu wpadł mi do głowy pomysł, aby zobaczyć plażę, po niemieckiej stronie. Wybraliśmy się do malowniczej miejscowości  Ahlbeck . Gdzie można było podziwiać przepiękne wille, niemal wszystkie w kremowej tonacji.
Co bardzo podkreślało ich urodę, jednocześnie wszystkie tworzyły malowniczą całość.

Ale to co mi najbardziej wpadło w oko , to to cudne, okno:



           Po prostu piękniejszego morskiego wystroju nie widziałam.

Odwiedzając tamtejszy hipermarket, uśmiałam się do bólu,  gdyż Oni chyba mają teraz :
                                
                                                            
                                             Święta Wielkanocne :)))))

Zdjęcie zrobione, w zeszłym tygodniu, dokładnie nie wiem kiedy miałyby te,ich Święta wypaść, może były, w tą niedzielę:)))
Tak to zobaczyłam ogromne pokłady parówek pod każdą postacią, oczywiście w słoikach. Na fotce widać, jakieś marynowane jajka, może robią zimowe zapasy:)))
Co kraj to obyczaj:)))                    
           
            Po wyjeździe z tej malowniczej miejscowości Ahlbeck, dotarliśmy wreszcie do Latarni w Świnoujściu, która mieści się po powrocie, czyli przepłynięciu promem.                                        


      Jest to latarnia z 1858 roku, jedna z najwyższych na świecie. Co prawda, trzeba tam przeskoczyć ponad trzysta schodków, ale na pewno było warto. Widok oszałamia, zwłaszcza jeśli się porówna co się widziało, na mapie.:)
Bardzo ją polecam.
   Odwiedziliśmy ,  mieszczący się obok , Fort Gerharda ,  ale jakoś bardziej zaciekawiły mnie tam i wystraszyły ,jak wyskoczyły ,  trzy dorodne kozy:))) Które w tych fortach hodują...
                                
     Odwiedziliśmy Międzyzdroje, a w nich Muzeum Przyrodnicze, które stanowczo odradzam chyba , że ktoś lubi oglądać wypchane zwierzęta. Nic ciekawego w nim nie było, zaciekawiła mnie wystawka, z szyszkami, ale sfocić się ich nie dało, z powodu szyby. Dlatego tym bardziej jestem zawiedziona, gdyż akuratnie one, mnie tam, najbardziej zainteresowały.

 Odwiedziliśmy Molo, które ma tam 395 metrów, oraz Promenadę Gwiazd:
 
                    
            Brama wejściowa na alejkę Promenady Gwiazd


                                                  
                   A to odcisk, jak dla mnie najlepszej Gwiazdy.

                  
                                                                                                          
                 W czasie wyjazdu pogodę mieliśmy w kratkę, dwa dni były tylko zimne, z czego się cieszę, dzięki temu zobaczyliśmy, wiele ciekawych miejsc.

            Nie wiem, czy kiedyś tam wrócę, W samym Międzywodziu plaża trochę wąska, a ilość  ludzi porażająca, jak na taką, w sumie małą miejscowość.
Potok ludzi podczas pogody, wypływający na plażę, można śmiało porównać, do wody wypływającej z wodospadu.
Już po przyjeździe rano , ok. 8.30 widziałam plażowiczów, niemal biegnących na plażę.   Czegoś podobnego w życiu nie widziałam.:))) Do tego aby poplażować trzeba było pokonać pokaźną odległość, aby móc spokojnie się rozłożyć.  Fakt, iż do lasu wejścia nie było, również robił swoje. Zazwyczaj w czasie urlopu, wykorzystywałam jagody do obiadu, przy okazji można było za oszczędzić na budżecie urlopowym.  Ale były i rybki własnoręcznie smażone, po które trzeba było się wybrać do pobliskiego Dziwnowa, choć troszkę trudno było i tam o ładną rybkę.
    Choć muszę przyznać , iż w Międzywodziu jest bar , który serwuje, niezwykle szybko swe dania, nie do opisania smaczne, do tego , ilość  na talerzu zadowalająca nawet największego łasucha, można było spokojnie dwie porcje , dzielić na trzy osoby.  Do tego, po całkiem przystępnych cenach, można było popatrzeć jak pracują, wszystko było dograne do największego szczegółu.

         Na pewno będę miło wspominać ten wyjazd, choć z nadmiaru tamtejszych wód, nieco wysiadły mi stawy...
      
     Udało mi się tam wykonać bluzeczkę na szydełku, jak uda mi się wykonać fotkę , pokażę w następnym poście.


     Jeszcze coś na wesoło:

Mój Mąż był wczoraj w Kalwarii Zebrzydowskiej, mówi mi : "wyobraź sobie widziałem jedną Panią , jak motała się ze sznurkiem, z jakąś łódką...:)))

     - zapewne widział... Panią frywolitkującą:)))

  _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

 MILIN AMERYKAŃSKI 
-   Jest to krzewiaste pnącze, nadające się do ozdobienia pergoli, choć ja widziałam w formie pięknego krzewu. Przytwierdza się sam, do podpór korzeniami czepnymi.Jedynie młode pędy trzeba podwiązywać.
 Kwitnie na jednorocznych pędach, od lipca do września.Wymaga próchniczej, przepuszczalnej i lekko zasadowej  ziemi.Dość łatwo przemarza, ale łatwo wydają nowe pędy.Podstawę młodych roślin (do pierwszego kwitnienia ), trzeba przykrywać na zimę torfem, liśćmi lub gałązkami. 
Kwiatki m naprawdę okazałe, te na moim zdjęciu, miały ok 12 cm. Na oko. Roślina przepiękna, sama widziałam ją tak blisko, pierwszy raz.                                               

środa, 3 sierpnia 2011

Uprowadzono mnie, by móc zobaczyć... cały Świat. :)


                                 Storczyk kruszczyk rdzawoczerwony


     Jak tytuł mówi, zaliczyłam w czasie urlopu niemal cały świat...:)))
Pozostało nam troszkę dni urlopu, Mąż stwierdził, iż On musi jechać nad morze...
Choć jego pomysł zderzył się z naszą, dezaprobatą, w jego chciejstwie nie miałyśmy szans. Mało tego, stwierdził, że będzie niespodzianką, gdzie nas zabierze.
W ciągu niemal popołudnia spakowałam manatki i w drogę...


...to dopiero był urlop, na pewno nie brakowało nam : wody,wody,wody i...
                                
                                                              
              dzików, tak tam w krzewach, leżą sobie dwa dorodne osobniki.Z tym stworzeniami, miałam okazję spotkać się parę razy, niemal w cztery oczy.    
     Jak już napisałam, urlop na wodzie, więc miałam okazję zwiedzić: Norwegię, Majorkę i Ibizę, Kanadę, Sardynię, i Mauritius.:)

Nie lada gratka prawda.





Wszystkie, za jedyne 12,5 złotego.:))) 

Tak za sprawą nieciekawej pogody,stałam się posiadaczką tych wspaniałych pozycji.  Mają co prawda uszkodzone okładki,ale za to zawartość....jest super.:) 

        Jeśli chodzi o te wody, to po prostu znalazłam się...  w Międzywodziu,
 to gdzie,wody, mogłoby być , więcej? :)   
                        
                                                           
Z jednej strony morze , z drugiej Zalew Kamieński, oraz Jezioro Koprowo.
Lasy również obfitowały, oprócz dzików, w bagna.

W poszukiwaniu jeszcze czegoś mokrego, wybraliśmy się , nad przepiękne Jezioro Turkusowe, jak sama nazwa wskazuje, woda w nim jest naprawdę turkusowo-szmaragdowa .


   Jezioro Turkusowe, położone jest na wyspie Wolin,we wsi Wapnica.
Przepiękna barwa wody powstaje za sprawą, promieni słonecznych, które odbijają się od wody, zawierającej związki wapnia, oraz białego, wapiennego dna jeziora. Samo jeziorko powstało, sztucznie ,po działającej do lat 50, odkrywkowej kopalni kredy.
Jeziorko Turkusowe jest kryptodepresją, co oznacza, że jego dno jest poniżej poziomu morza.
Niestety podziwiać ten akwen, można jedynie z punktu widokowego- Piaskowa Góra.
Pływać, również w nim nie można.
 Ponadto zaatakowała mnie tam niemożliwa ilość , zjadliwych, komarów .
                                                    

   Odwiedziliśmy również Trzęsacz, aby zobaczyć ruiny kościoła św. Mikołaja.
A raczej jedną ścianę,stojącą na skraju stromego klifu.
Obecnie chyba dość dobrze zabezpieczoną, widać było, dość pożądne umocnienia, wokół, ruin.                 


       Kościół został zbudowany na przełomie14 i 15 wieku, w dawnym miejscu po drewnianej świątyni. Stał wtedy,  w środku wsi, ok. 2 km. od brzegu morza.
Lecz ta odległość, od tego czasu, cały czas malała, z powodu niszczycielskiej mocy morza. W 1750 r.wynosiła 58 m.,a w 1855 r.już tylko 2 m.
    Ostatnie nabożeństwo odprawione tam było 2 sierpnia 1874 roku.
Potem świątynię zamknięto, a wyposażenie przeniesiono do katedry w Kamieniu Pomorskim. 1 kwietnia 1901 roku, runęła do morza, północna ściana.
Ostatnie osunięcie nastąpiło w 1994 roku.

Aby zobaczyć pozostałość, zbudowano niewielkie molo,aby można było lepiej ujrzeć pozostałość.

Cdn.:)
_  _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

 Postanowiłam podpisywać swoje zdjęcia roślin, aby mój blog, był przy okazji swoistym kluczem roślin ,aby można było, więcej się tu dowiedzieć , również z tej dziedziny, moich zainteresowań.
_ _ _ _ _ _ _ _ _

Kruszczyk rdzawoczerwony, udało mi się zobaczyć, właśnie w okolicach Międzyzdrojów, w Wolińskim Parku Narodowym. Ucieszyłam się ogromnie, gdyż podziwiałam je po raz pierwszy, z drugiej strony  cieszyło mnie, iż nie widziałam, aby je niszczono. Być może wogóle tych storczyków nie zauważano, gdyż tak naprawdę były drobne, mało zauważalne, choć potrafią dorosnąć do 80cm.   

Pamiętajmy,  to roślina chroniona.                                                  

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Po prostu nogi mi się ugięły...:)

   

    Z wrażenia, nogi ugięły mi się dzisiaj na poczcie.
Pobiegłam odebrać zaległą pocztę, a tu... taka niespodzianka. Byłam w totalnym szoku, na dodatek świat w momencie mi zawirował, jakbym przy najmniej coś wypiła.

    A przyczyną mojego stanu, okazała się nasza Kochana JANECZKA , z blogu Janeczkowo.
Zrobiła mi totalną niespodziankę imieninową, wykonała specjalnie dla mnie,
Kartkę z życzeniami, oraz frywolitkowy wisiorek.Wisiorek, jak zwykle misternie wykonany, z niteczki , którą nie udało mi się dobrze uchwycić.
Na dodatek słyszałam, iż z takich nici ciężko się robi i bolą dłonie.

            Naprawdę nie wiem, czym sobie na taki prezent zasłużyłam.

      Kochana, sprawiłaś mi ogromną radość i niespodziankę  !!!



                                                                  
            
Ogromnie dziękuję, choć nie ma tu słów , którymi, mogłabym podziękować.

               JANECZKO  Bardzo, bardzo dziękuję.  

   Pocztę odebrałam  dopiero dzisiaj, gdyż byłam na tzw. urlopie.
Ale o nim napiszę w następnym poście.   

   Za życzenia dziękuję również  TERCE z blogu Lubię leniuchować.
Było mi ogromnie miło.